Pierwszy dzień festiwalowy za nami. Na film otwarcia trafił mi się debiut ekwadorskiego reżysera Ivana Mora Manzano Ani jesień, ani wiosna (Sin Otono, Sin Primavera).
Bardzo lubię filmy, w których muzyka odgrywa ważną rolę. I właśnie dlatego (między innymi) wybrałam ten. Miała być muzyka punkowa i nie zawiodłam się. Była. Może nie powalająca na kolana, ale w sam raz pasująca do filmu. Coś w stylu The Clash. Smaczku dodaje fakt, że ścieżkę dźwiękową stworzył sam reżyser. I pewnie właśnie dzięki temu muzyka jest integralną częścią filmu. Po prostu czuje się tę więź i to, że bez tej konkretnej ścieżki dźwiękowej nie byłby to już ten sam film. Dodatkowo, częste cięcia, jak w konwencji teledysku, sprzyjają temu wrażeniu.
Kolejnym ważnym elementem składowym są zdjęcia. Na początku filmu można wręcz delektować się wyśmienitymi kadrami i ujęciami. Najbardziej utkwiły mi w pamięci trzy kadry: jeden to jesienny basen pełen liści (fantastyczne kolory), drugi - ze sceny kąpieli jednej z bohaterek, gdzie widać tylko słomkowy kapelusz i strasznie piegowate ramiona oraz trzeci - porozrzucane na podłodze płyty CD. O ile dwa pierwsze ujęcia to uczta dla wzroku, o tyle ostatni kadr spodobał mi się ze względu na to, że rozpoznałam okładki płyt The Clash i Rage Against The Machine.
Scena, która najbardziej mnie urzekła to ta, kiedy jedna z bohaterek w napadzie furii rozbija płyty winylowe. Brrr. Aż mnie ciarki przeszły.
Oto kadr wieńczący tę scenę, chociaż nie oddaje on dynamiki całej sceny:
A scenariusz? Pomysłowy. Wydawałoby się, że nic prostszego nie może być, ale właśnie w tym tkwi plus filmu. Każdy z bohaterów poszukuje własnej drogi do szczęścia. Z różnym skutkiem. Jedna z bohaterek ma nawet taki projekt, że nagrywa innych pytając o to, czym jest dla nich szczęście. A dla każdego jest czym innym... Jest jeszcze jeden wspólny mianownik dla wszystkich bohaterów - każdy z nich wyłamuje się z ram ustalonych przez społeczeństwo i nie chce być zaszufladkowany. Ładnie to oddaje scena, kiedy wykładowca pyta Lucasa studenta prawa o jego poglądy polityczne. Chodzi oczywiście o podział - prawica czy lewica. A Lucas odpowiada, że jego interesuje Anarchia Wyobraźni:
Chociaż jest to historia o ludziach, to dzięki nim jest też to historia o mieście. I tutaj pojawia się wątek biograficzny - tu urodził się, spędził dzieciństwo i młodość reżyser filmu. A miastem tym jest Guayaquil - największe miasto w Ekwadorze. Jeden z głównych bohaterów tak je charakteryzuje (cytuję z pamięci): Miasto, gdzie jest sto tysięcy mieszkańców i półtora miliona przyjezdnych. Możesz stąd uciec, oszaleć lub przystosować się. Trochę przypomina mi to nas i Warszawę :)
Chociaż jest to historia o ludziach, to dzięki nim jest też to historia o mieście. I tutaj pojawia się wątek biograficzny - tu urodził się, spędził dzieciństwo i młodość reżyser filmu. A miastem tym jest Guayaquil - największe miasto w Ekwadorze. Jeden z głównych bohaterów tak je charakteryzuje (cytuję z pamięci): Miasto, gdzie jest sto tysięcy mieszkańców i półtora miliona przyjezdnych. Możesz stąd uciec, oszaleć lub przystosować się. Trochę przypomina mi to nas i Warszawę :)
Może są momenty, kiedy trochę się nudziłam, ale zwalam to na karb za dużej ilości obejrzanych filmów ;) Czasem wiem, jak scena się potoczy i trochę mnie to nudzi. Wtedy przydałaby się kawa. Strasznie mi jej teraz* brakuje na festiwalu.
Reasumując: film polecam, jest bardzo dobry, chociaż ja daję mu dobry ;)
* Należy się wyjaśnienie dla młodszych kolejkowiczów. W dawnych czasach, kiedy sponsorem była jedna z firm kawowych, można było napić się kawy tyle, ile dusza zapragnie.
źródło zdjęcia: strona domowa filmu

> film polecam, jest bardzo dobry, chociaż ja daję mu dobry ;)
OdpowiedzUsuńNo, to jest wada festiwalowego formularza, nie ma opcji "rewelacyjny", więc bardzo dobre filmy muszą się zadowolić czwórką ;)
Dokładnie! Zawsze nad tym ubolewam ;) Chyba wolę starą formę głosowania, kiedy dopiero na koniec festiwalu głosowało się na filmy, które najbardziej się podobały.
Usuń